Kinga

Po narodzinach mojego starszego brata powiedziano mojej mamie, że nie powinna mieć więcej dzieci. Tymczasem jedenaście lat później ja oczekiwałam już na przyjście na świat, a mamę zewsząd otaczały głosy, że „to niebezpieczne”, a zwłaszcza „w tym wieku”… Mieszkając na terenie parafii pw. św. Józefa, zanosiła do Niego swoje problemy, prosząc o wstawiennictwo. Kiedyś wspomniała, że podczas jednej z takich modlitw po raz pierwszy wyraźnie się poruszyłam, co odebrała jako wyraźny znak i wezwanie do ufności. Święty Józef pomógł 😊 Urodziłam się co prawda trochę za wcześnie, ale bez żadnych komplikacji.

Po pewnym czasie przeprowadziliśmy się na drugi koniec miasta i w dawnym kościele – wówczas już sanktuarium św. Józefa – bywałam bardzo rzadko. Jednak wybierając się na egzamin wstępny na studia poczułam, że dobrze byłoby pojechać tam i poprosić św. Józefa o wstawiennictwo – w końcu to ważny moment. Dotarłam tam mimo braku czasu i pamiętam, że nie prosiłam o pozytywne wyniki, raczej ogólnie – o opiekę. Dzień później w drodze do Lublina mieliśmy koszmarny wypadek. W terenie zabudowanym wjechał w nas czołowo samochód rozpędzony – jak ustalono – do 120 km/h. Gdy rzeczoznawcy oglądali później wrak samochodu, dopytywali ile było ofiar śmiertelnych. Tymczasem cała piątka przeżyła, i choć obrażenia były różne, wszyscy wrócili do zdrowia.

We wspomnianym sanktuarium bardzo często śpiewano Szczęśliwy, kto sobie Patrona, Józefa ma za opiekuna. Powiem więcej – jest to opiekun niezawodny i bardzo skuteczny. Chwała Panu!