Agnieszka

Niepozorna postura, twarz anioła i ten szczególny blask w oczach, który napawa spokojem, daje poczucie bezpieczeństwa. Cała Asia. Pewnego dnia ta oaza spokoju staje przed animatorami i stanowczo – a to zdarza się bardzo rzadko! – oświadcza, że powinniśmy TO zrobić. Ma bardzo mocne przekonanie co do słuszności swoich słów. Wraca do nas ze swoim natchnieniem kilka razy. Nie ustępuje. Myślę: „Upiera się? Zawsze tak delikatnie składa propozycje, a teraz z jakąś wcześniej nieznaną mi mocą walczy jak nie ona. Dziwne…”. Nie wykazuję jednak entuzjazmu. Zawierzenie życia? Czuję lęk, skrupuły. Nie, to nie dla mnie. Bronię się rękami i nogami.

Czytaj więcej...

Iwona

Wraz z urodzeniem się Krzysia nasz świat na chwilę się zawalił. Tak podobno jest, że narodzinom dziecka z zespołem Downa nie towarzyszą fajerwerki, gratulacje, „ochy i achy”. Przeciwnie. Jest rozpacz, ogromny ból, chęć ucieczki i szereg innych, bardzo trudnych uczuć. Niestety było to i moim udziałem.

Czytaj więcej...

Kinga

Po narodzinach mojego starszego brata powiedziano mojej mamie, że nie powinna mieć więcej dzieci. Tymczasem jedenaście lat później ja oczekiwałam już na przyjście na świat, a mamę zewsząd otaczały głosy, że „to niebezpieczne”, a zwłaszcza „w tym wieku”… Mieszkając na terenie parafii pw. św. Józefa, zanosiła do Niego swoje problemy, prosząc o wstawiennictwo. Kiedyś wspomniała, że podczas jednej z takich modlitw po raz pierwszy wyraźnie się poruszyłam, co odebrała jako wyraźny znak i wezwanie do ufności. Święty Józef pomógł ? Urodziłam się co prawda trochę za wcześnie, ale bez żadnych komplikacji.

Czytaj więcej...

Ewelina

Od dzieciństwa wiedziałam, ze święci są po to, by nam pomagać i ratować w trudnych sytuacjach. Znałam tych od zadań specjalnych, czy ściślej mówiąc, sytuacji beznadziejnych (św. Ritę i Judę Tadeusza), śmiało zwracałam się do szefa anielskich zastępów – św. Michała Archanioła, a modlitwa przez wstawiennictwo Maryi, w naszej rodzinie, była oczywistością. Ze św. Józefem natomiast nie było mi po drodze.

Czytaj więcej...

Robert Iwanejko

Dominów, 7 grudnia 2020 r.

Jezus żyje!
Doświadczenie „33 dniowych rekolekcji’ mogę przyrównać do zaspanego, chodzącego człowieka, nie w pełni świadomego, który w pewnym momencie z całą siłą uderza głową o ścianę i budzi się z "błogosławionym bólem". Bólem przejrzenia na oczy. Opamiętania, refleksji nad swoim życiem, postępowaniem i świadomości swojej ziemskiej egzystencji. Dla mnie to kolejny przełom, którego potrzebowałem w marazmie swojej codzienności. Uświadomienia sobie swojej pychy i egoizmu. Odkrycia relacji z Maryją i Jezusem oraz pragnienia jej dalszego pogłębiania. Stawania się lepszym dla rodziny i otaczających nas ludzi. Trzeźwego, po "uderzeniu głową o ścianę", myślenia. Z większości poruszanych tematów, z ich istoty nie zdawałem sobie sprawy.  

Czytaj więcej...

Wiesław

Chciałem się podzielić tym, co dała mi lektura pewnej książki, która moim zdaniem może dać wiele dobra także wam. Po „Moc milczenia” Kardynała Saraha sięgnąłem w poszukiwaniu potwierdzenia lub negacji mojej oceny obserwowanej rzeczywistości, która dotyczyła właśnie tytułowego milczenia. Obserwując pogłębiające się problemy ludzi wokół mnie, a co za tym idzie świata, który przecież to właśnie ci ludzie budują, zacząłem szukać przyczyn tego zjawiska.

Czytaj więcej...

Magda

Kiedy zastanawiałam się, jak przelać moje myśli na papier, z pomocą przyszło mi wspomnienie mojego domu rodzinnego i odkrycie jak bardzo to ,,domowe’’ doświadczenie jest mi pomocne w odnalezieniu się w ,,nowej’’ rzeczywistości wspólnotowej. Moja babcia i dziadek mają dziesięcioro dzieci i w związku z tym również pokaźną liczbę młodszych i starszych wnuczek i wnuków. Często spotykamy się, by wspólnie świętować różne uroczystości, ale też i bez szczególnych okazji. Podczas takich spotkań, to starsze wnuki zajmowały się młodszymi, a rodzice mieli chwilę wytchnienia. Często rozgrywaliśmy mecze piłki nożnej, siatkówki, w których dzieci i dorośli próbowali swoich sił. Wiadomości o kolejnej cioci w stanie błogosławionym i nowonarodzonych maleństwach stawały się powszechną radością, a wieści te obiegały całą rodzinę lotem błyskawicy.

Czytaj więcej...

Agnieszka

 

Po co ci uwielbienie, jeśli nie masz trudności? Ono jest dane na czas cierpienia! Ta myśl usłyszana całkiem niedawno bardzo mnie uspokaja.

Przygotowując się do świadectwa zdałam sobie sprawę, że walka o uwielbienie jest w rzeczywistości bojem o ufność, moją ufność Bogu. To grzech szczególnie przykry, czy wręcz znienawidzony przez Niego. Zazwyczaj nie ufamy, czy trudno ufać w czasie, gdy spotykają nas rzeczy, których nie chcemy, które się nam nie podobają, wydają się za trudne.

Czytaj więcej...

Jesteśmy bowiem pielgrzymami przed twoim obliczem… (1 Krn, 15). "Wszyscy jesteśmy pielgrzymami, istotami podlegającymi przemianom’’ (z rozdział V książki "Twoje szczęście jest w tobie’’). "Przekraczanie siebie – wyzwanie do uczynienia czegoś, co wydaje się właściwe i rozsądne, a od czego stroniliśmy powodowani lękiem". Przemyślane wyjście ze "strefy bezpieczeństwa’’. Wyjazd do Taizé jest dla mnie przekraczaniem siebie. Pojechałam tam sama, nie znałam nikogo, nigdy wcześniej nie byłam tam nawet tydzień i zdecydowałam się przyjechać na miesiąc.
Czytaj więcej...

Aleksandra

Nawet widząc zakonnice obracałam się trzy razy dokoła siebie, żeby nie mieć pecha. Trzy obroty na jedną zakonnice, jak było ich cztery, też nie rezygnowałam. Uważałam to za świetną zabawę.(...)W moim przekonaniu te praktyki naprawdę nie wydawały się niebezpieczne, horoskopy, przesądy, numerologia były czymś normalnym.
Na pierwszym roku studiów trafiłam do Dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego w Tarnobrzegu, tam też w grudniu 2006 roku został zorganizowany wyjazd na modlitwę o uzdrowienie. Pamiętam że perspektywa spędzenia sześciu godzin w kościele była dla mnie przerażająca, ale wytrzymałam i to nie sześć a osiem. Były momenty zwątpienia, lecz gdy wyszłam z kościoła byłam pewna „że wszystko mogę w Tym który mnie umacnia”.
Czytaj więcej...